Krótki opis lutowego obozu tatrzańskiego, ale nie tylko...
W umowne trzecie tysiąclecie po narodzinach Chrystusa, Klub nasz wkroczył z rozpędu. Wiosenna pogoda stycznia sprawiła że odbyło się kilka wyjazdów rowerowych i paralotniowych, ale także ski-tourowych (tradycyjny biwak organizowany przez Prymulę - w tym roku na Pilsku 13-14 stycznia; oraz przejście fragmentu Pasma Gubałowskiego, przy okazji zebrania KTJ w tym samym terminie). Pierwsi w górach tego roku byli jednak "sylwestrowicze" wspinający się w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i Morskim Oku.
Od 3 do 11 lutego na bazie w "Galicówce" zaplanowaliśmy obóz dla uczestników zeszłorocznego kursu; przerodził się on szczęśliwie w wielki zlot klubowy - tylu klubowiczów w jednym. miejscu w górach nie było już wiele lat. Może...(lepiej nie zapeszać!).
Mimo kiepskich warunków pogodowych, atmosfera towarzyska na bazie była znakomita. Program kursowy obozu został zrealizowany z dużą nadwyżką. Kursanci działali w jaskiniach:
Miętusia - do syfonu w Wielkich Kominach i syfonu Marynarki Wojennej (4.02.2001)
Zimna - do Beczki i syfonów (6.02.2001)
Czarna - do Szmaragdowego Jeziorka od południowego otworu (7.02.2001)
Miętusia Wyżnia - do syfonów (9.02.2001)
śpiących Rycerzy (10.02.2001).
Kursanci okazali się żądni wiedzy i sławy - np. mimo zalanego prawie po strop ponoru w Zimnej (dla większości równa się to stwierdzeniu "ponor zalany"), nim instruktorzy zdążyli odtrąbić odwrót, kursanci już poręczowali błotny prożek. Dwie osoby przeszły ponor w skąpych strojach kąpielowych, a Gosia nawet niechcący nurkowała. Cóż mieli robić biedni instruktorzy -dobrze że mieliśmy pontonierki Gomeza - niestety kilkuletni okres przechowywania w złych warunkach spowodował ich dezintegrację właśnie w ponorze. Niektórzy (instruktorzy) kaszlą do dziś.
Ponadto pływaliśmy pontonem w Marwoju, pili piwo przy Szmaragdowym, i w ogóle było super. W każdej akcji uczestniczyło kilkanaście osób i nie było zatorów.! W akcjach kursowych instruktorom pomagali klubowicze, o ile nie realizowali akurat swoich celów narciarsko-jaskiniowych.
Obóz był bardzo udany i wykazał głód takich imprez wśród klubowiczów. Od lat siedzimy latem na Polanie Rogoźniczańskiej (choć tam i tak mijamy się małymi grupkami), myślę że zimowy obóz (a może i dwa?) wejdzie na stałe do kalendarza imprez klubowych.
Zobacz zdjęcia
Z nadzieją na to pozdrawia Was piszący te słowa:
Włodzimierz "Jacóś" Porębski.