Sprawozdanie z wyjazdu kursowego do jaskini Zimnej (15-16.12.2001 r)
Było bardzo, bardzo fajnie. I na tym można by zakończyć. Ale z kronikarskiego obowiązku, jako kierownik tego wyjazdu, donoszę uprzejmie, że:
Na bazę w "Galicówce" zjeżdżaliśmy się od piątkowego popołudnia do sobotniego ranka. W sumie wylądowało nas tam 26 dusz. Z czego w sobotę 20 poszło pod przymusem lub dla przyjemności do jaskini Zimnej, 3 do jaskini Miętusiej, a 3 na Przełęcz Tomanową.
Wiedząc że weekend jest "jaskiniowy" zezwolenia pobrałem wcześnie rano (co po tradycyjnej piątkowej balandze wymagało ogromnego samozaparcia, ale cóż, funkcja zobowiązuje), dzięki czemu byliśmy w jaskiniach jedynymi "w miarę legalnymi" ekipami.
Agnieszka Matejuk, Dominik Kudera (Kuzyn) i Łukasz Wojdała (Łajdak) zwiedzili Jaskinię Miętusią Wyżnią i ogromne połacie Doliny Miętusiej brnąc przez śniegi "na skróty" - ale twierdzą że było super..
Wejście do Zimnej, dzięki obecności trzech instruktorów, podzieliliśmy na trzy grupy. Pierwsza, złożona ze "starych zdolnych kursantów" (Agnieszka Danecka, Damian Sprycha, Kubuś Dębski, Andrzej Michałek, Michał Dziubek-Panczo) - pod okiem Włodka Porębskiego-Jacósia, weszła do jaskini już w południe. Straty: zwichnięta noga Adasia i ogólne potłuczenia ciała Agnieszki (gdy ta ambitna dama dorwała się do liny, to dopiero po drugim, dłuugim i ładnym locie w Czarnym Kominie pozwoliła Jacósiowi pokazać, że On też potrafi się wspinać. Zresztą potem wspinali się wszyscy chętni - Beczka, Biały Komin itd.). Doszliśmy do Sali Złomisk a następnie za Korytarz Galeriowy w Partiach Wrocławskich - stąd do odwrotu zmusił nas brak karbidu, którego zapomniała (dzięki !!!) zabrać grupa druga - "młodzi zdolni kursanci" (Justyna Niewiadomska, Iwonka Porębska, Artur Cesarz, Kamil Piątka, Mścisław śrutek) pod czujnym okiem Izy Włosek i Michała Radki zwanego Dżygitem, który dodatkowo dźwigał super-aparat bez baterii (szedł do nory głównie "na foto"). "Młodzi zdolni" doszli nad Zamulone Studnie przed Salą Złomisk.
Trzecią grupę czyli "mało doświadczonych choć także zdolnych kursantów plus resztę świata" (Joanna Skabińska, Darek Toma, Łukasz Pacholik, Mariusz Dudzik czyli "Robin przyciągający nieszczęścia" z STJ Kraków, oraz Tomek Koszela) poprowadził ciepło ubrany Włodek Matejuk-Rower. Doszli do Chatki, gdzie zresztą wszystkie grupy się spotykały, mieszały składy i wzmacniały organizmy małym co nie co. O dziwo, udało nam się nie skiblować, nawet z innymi licznymi grotołazami z całej Polski tłumnie odwiedzającymi "naszą" dziurę.
A w tym czasie Monika Chojowska, Grzegorz Badurski-Docent i Krzyś Korda wybrali się na nartach na Przełęcz Tomanową (Krzyś wrócił z Polany Ornak - buty robiły mu krzywdę).
Późnym wieczorem znów wszyscy byli na bazie, a w niedzielę towarzystwo powoli opuszczało "Galicówkę". Kilka osób pojechało jeszcze odwiedzić Ewę na Włosienicy, skiturowcy turowali a większość różnymi drogami wróciła do domów.
Czyli było bardzo, bardzo fajnie...
Krótkie sprawozdanie sporządził Włodek "Jacóś" Porębski