Polana Rogoźniczańska - lipiec 2002

Tegoroczna letnia baza obozów szkoleniowych i klubowych na Polanie Rogoźniczańskiej otwarła swoje podwoje 22 czerwca, ale przez pierwszy tydzień trwała w uśpieniu - gospodarzyła tradycyjnie Zosia z dziećmi (Krewni i Znajomi Królika) a towarzyszył jej Tomek .

Polana zapełniła się (też tradycyjnie) pierwszego deszczowego dnia tego lata - w piątek 28 czerwca. "Zapełnianie" polegało na rozstawianiu mokrych podestów i rozbijaniu namiotów -cóż, tego roku, po raz pierwszy od wielu lat nie przyjechała wcześniej klubowa ekipa techniczna. Dlatego też zamiast gorącego prysznica mieliśmy do dyspozycji...Kirową Wodę.

Już w sobotę rano kilka ekip dziarsko ruszyło do jaskiń. Nasi instruktorzy szkolili na dwóch kursach - klubowym, czyli dla Speleoklubu Dąbrowa Górnicza i dla Katowickiego Klubu Speleologicznego. Ja, z Andrzejem, a potem z Przemkiem, miałem niewątpliwą przyjemność prowadzić do jaskiń fajna grupę adeptów grotołażenia z KKS-u. Może i dobrze że nie "naszych" bo "nasi" załatwili przy zejściu "Docenta" na cacy - wylądował w zakopiańskim szpitalu skąd wyszedł z nogą w gipsie. To już, w ciągu ostatniego roku, , drugi (po obojczyku Izy), gips wśród instruktorów naszego Klubu. Praca przyjemna, ale, jak widać, niebezpieczna. Muszę uważać, bo "Mała Mi" coś ostatnio za bardzo złośliwie uśmiecha się na mój widok...

W różnych grupach i terminach odwiedzono jaskinie: Kasprowe Wyżnia i średnia, Marmurowa, Pod Wantą, śpiących Rycerzy i śpiących Rycerzy Wyżnia (w obydwóch tych malutkich ale fajnych szkoleniowo jaskiniach dobiłem spity, śnieżna, Czarna, Wodna Pod Pisaną, Ptasia Studnia, Wielka Litworowa.

Cieszy fakt odwiedzenia przez klubowiczów (w tym niedawnych kursantów) kolejnych ciekawych jaskiń - Tunelu Małołąckiego, Jędrusiowej Dziury, Przy Przechodzie, Lodowej Mułowej...

W poniedziałek i czwartek uczestnicy kursów i inni chętni wysłuchali wykładów - na temat ogólnych wiadomości o Tatrach i udzielania pierwszej pomocy.

Obóz zakończyliśmy pełnym zadumy i powagi, wieloosobowym wyjściem przyjaciół Waldka Muchy do jaskini Nad Kotlinami , skąd wynieśliśmy Jego rzeczy i zreporęczowali jaskinię. Uzmysłowiłem sobie, jak niedawno TO się zdarzyło - zegarek Waldka wciąż chodził, tikka świeciła, karbid w fismie nie zlasował się...

Na dnie Studni z Mostami została lampka oliwna z zapasem paliwa. Myślę że nikt nie przejdzie obok niej obojętnie, tylko uzupełni i zapali - ku pamięci Waldka...

Kolejny klubowy obóz na Polanie Rogoźniczańskiej w sierpniu - po wyprawie w rumuński Bihor... Do zobaczenia.


Jacóś