Z DZIENNIKA "STAŻYSTKI(?)"
Czw.8.08.2002
Krótka pożegnalna wizyta w klubie i już mykam pod KKS. Zabieram resztę, cały Polish Team: Magdę Kogutową, Marcina Bad Boy’a Kowalskiego i Marcina Diablo (Diabełka) Pruca. Nieśmiało myślę: ,,No to zaczęła się moja przygoda pod dumnie brzmiącym tytułem MIĘDZYNARODOWY STAŻ EKSPLORACYJNY MŁODZIEŻY - FRANCJA 2002".
Pt 9.08.2002
Po 3 godzinach docieramy do Zgorzelca, bez problemu przekraczamy granicę. Magda jako pilot sprawuje się wzorowo. Jazda Autobahnem nie stwarza problemów. Zmiana kierowcy- siadam za kierownicą. Kolejne 6 godzin z małą przerwą na sikanie.. Ups- kontrolka niebezpiecznie spada do rezerwy a tu stacji benzynowej niet. Zdesperowani zjeżdżamy w pierwszą możliwa wiochę. A jednak "głupi mają szczęście"- trafiamy na stację. "Trochę techniki i się człowiek gubi"- śmiejemy się, gdy obsługę stanowi tu automat i musimy szukać kogoś kto oświeci nas ja tego użyć. Zahaczamy o sklep (polecamy tanie filmy Kodaka -2,5 E za dwupak). Popołudniu docieramy do Francji. Szybko zjeżdżamy z autostrady bo perspektywa 60E (~ 240 zł) za przejazd absolutnie nam się nie uśmiecha. Droga jest sielankowa: pola, lasy, góry na horyzoncie, całe stada dziko pasących się krówek, małe, czyste, kolorowe miasteczka i niebo -zapierają dech w piersiach. "Trochę" błądzimy w Grenoble, dzięki czemu noc spędzamy w aucie
Sob. 10.08.2002
Rano wstajemy połamani. Pada. Znajdujemy Lans en-Vercors. Tu o 9.oo ma podjechać po nas Barnabe-organizator stażu. Po pół godzinie już każda mijana osoba jest podejrzana o bycie Baranabą. W końcu o 10.oo podchodzi do nas wysoki brunet i drobna szatynka z podbitym okiem. To Bab i żiva (uczestniczka ze Słowenii).
Jedziemy na Plato de la Moliere do Refuge des Feneys. Ta mała chatka na 1500 będzie teraz do naszej dyspozycji. Na dobry początek serwujemy Polski Obiad ® ziemniaki na ciepło (dla nich szok), mielone i surówka.
Popołudniu podjeżdżamy 5 min , idziemy 7 min. I już jesteśmy przy otworze Gouffre de la Moliere I.
Wieczorem- integracja z Francuzami idzie ciut opornie, jacyś tacy są... ostrożni.
Ndz. 11.08.2002-09-17
Pobudka o 9.oo. Za oknem- mleko i siąpi. Zahartowani po Tatrach, z entuzjazmem zbieramy się do pakowania na akcję. żiwa z przestachem pyta: "Przecież zmokniemy..." - zbywamy ją krótkim "We don't see any problem!".
Może i jesteśmy przyzwyczajeni ale 40-minutowy spacer w deszczu i zimnicy miły nie jest. "W środku będzie lepiej" pocieszamy się.. nic z tego- jaskinia 6A wita nas "uroczym" wodospadem. Czekając aż zaporęczują trzepie nas z zimna. "Pamiętaj że jesteś tu dla przyjemności, bo to lubisz, bo sama chciałaś..."- pocieszam Magdę szczękając zębami. "Chyba sama w to nie wierzysz"- odpowiada, ale wkrótce dobry humor nam wraca .
Na bazę wracamy bez jednej nawet suchej nitki. Francuzi opanowuja kuchnię- dziś obiad po francusku. A wieczorem świętujemy urodziny Lorenza. Francuzi się rozkręcają. Spiewy, hulanki...
Pon. 12.08.2002
Przestało padać- idziemy "prospect" okolic. Początkowo bardzo mi się podoba ta naziemna eksploracja. Ale już wkrótce mam dość- lapiaz w lesie to chyba najgorsze co może być! Krzaczki zdradliwie ukrywają rozpadliny, szczeliny są nie do przeskoczenia i generalnie zdobywam umiejetności coś pomiędzy koziczka górską a sokołem... Ale humor tryska z nas tak jak woda z naszych butów. Marcin znajduje otwór- jest!- "Gouffre el Martin" J .
Wt. 13.08.2002
Dziś przeszukując rejon A dużo częściej zatrzymujemy się w "Fioletowym świecie Słodyczy" ("Na jagody"- zawsze było miłą lekturą). Odkrywamy "Gouffre el Diablo".
śr. 14.08.2002.
Hurra!!!! Dziś dołączamy do trójki Francuzów, którzy idą do Gouffre Berger. Jest przepięknie! Niesamowite ilości szaty naciekowej... stalaktyty większe i mniejsze, cienkie rureczki i wielkie sople... las stalagmitów... mleczko wapienne lśni bielutko... wspinaczka po polewie.. przeprawa pontonem przez jeziorko... kaskadami mknie woda... idziemy oczarowani! Szkoda tylko, ze woda puściła tylko do -704.
Czw. 15.08.2002
Barnabe daje nam dziś wolne. Słoneczko nareszcie przygrzewa. Pranie, kąpanie (oczywiście w naszej przecudnej łazience tj. wodopoju dla krów). Jedziemy sobie na dół "na lody".- sielanka po prostu!
Pt. 16.08.2002
Dziś znów penetracja okolic. Jeśli myślałam, że po lapiazie w lesie chodzi się trudno, to chciałam powiedzieć, że łażenie po zalesionym stoku poprzecinanym lapiazem.. graniczy z cudem! Mimo to dzielnie przedzieraliśmy się wciąż jeszcze mając nadzieję na znalezienie czegoś dużego. Z radością odkrywam "Gouffre el Aqnieze" - może nie dużą ale za to własną!
Humor poprawia nam Polska Zupa- żurek a’la Diablo- Diabełek popisał się rewelacyjnie!!!
A wieczorem- ognisko.
Sob. 17.08.2002
Dziś jaskinia Jean Noir. Mamy wprawdzie jakiś "niedowład twórczy" czy może raczej "przerost formy nad treścią" , w każdym razie akcja idzie nam opornie. Osiągamy dno, ale odbicie się od niego przynosi ulgę J .
Ndz. 18.08.2002
Chłopcy idą eksplorować nowe korytarze, a baby idą popodziwiać okolicę. Apage de la Moliere zachwyca widokami. Mont Blanc widzimy jak na dłoni. Niesamowicie...
Wieczorem- cóż... czas się wyprowadzić.
Pon. 19.08.2002
Scialet Joufflus- prześliczna jaskińka przypada nam do serca ( jak zwykle zero podejścia, a nacieki że ho ho)
A wieczorem- niespodzianka! - nocleg w chatce Barnaby położonej 20 min od jego domu w Nazier, w ... niszy skalnego klifu!!! Dostać się tam można tylko po linach, a widok obłędny...
Wt. 20.08.2002
W piankach neopreonowych wyglądamy i poruszamy się jak Pi i Sigma z Mak-Planety, ale co tam! Dziś czeka nas canyoning!!! Zjazdy linowe w wodospadzie, skoki z prożków wodnych, ślizgi w zjeżdżalniach wodnych- coś niesamowitego. Tym pięknym akcentem kończymy pobyt we Francji
śr. 21.08.2002
Jedziemy i jedziemy a tu tej polskiej granicy nie ma i nie ma. Wstępujemy do Monachium na zakupy Petzla, omijamy zapowodziowaną Prage i w końcu w czwartek rano docieramy na ślask. Hmmm... to koniec... a może dopiero początek??? - kontakty pochytane... kto wie co będzie jutro...!