Grań Tatr Zachodnich na raty - zakończenie

Czwarty, na razie ostatni wyjazd na Grań Tatr Zachodnich w dniach 15-16 kwietnia 2000 r był jak zawsze fajny. W składzie Zosia i Alek Chruścielowie, Robert Bryzik, Jarek Gutek, Włodek Matejuk, Adam Mrozek, Andrzej Pajda, Włodek Porębski i Waldek Wowro wyruszyliśmy z Kuźnic, skąd przez Kalatówki i Halę Kondratową w słonecznej pogodzie osiągnęliśmy grań na Przełęczy pod Kopą Kondracką. To było straszne – wiatr nie pozwalał oddychać, rozmawiać, iść... Po pierwszym szoku ruszyliśmy na podbój Czerwonych Wierchów, które były w tych warunkach bardzo trudne i bardzo piękne, a bez nart chyba nie do przejścia. Blisko wieczora, na Ciemniaku tradycyjnie spotkaliśmy Jurka Ganszera, który podszedł od Doliny Kościeliskiej. Wiatr nie pozwalał rozbić namiotów, wpadliśmy więc na szatański pomysł biwakowania w jaskini...Lodowej w Ciemniaku. Zjechaliśmy do niej dość sprawnie (po krótkim poszukiwaniu), a sam biwak, choć chłodny, był jak zwykle komfortowy. Namioty zamieniły się w materace, a że towarzystwo było doborowe... Rano, w śnieżycy, podeszliśmy do góry i przez Przełęcz Tomanową zjechaliśmy do Hali Ornak, gdzie nasze zachowanie można by śmiało nazwać rutynowym. Niektórzy z nas (posiadacze tzw. nart-żwirówek) zjechali aż do Bramy Kantaka, inni tylko do Hali Pisanej. Grań została skończona – ale nie załamało nas to - są przecież inne granie, inne góry. Wszak: „nie chodzi o to by złapać Króliczka, ale by gonić go...”

Włodzimierz Porębski