Biesiada w Wielkiej Litworowej

Mieszkając w Bydgoszczy każdy wyjazd w Tatry to ma³e organizacyjne wyzwanie. Tym razem postanowiliśmy jechać samochodem. Jest średnio o po³owę szybciej niż pociągiem, raptem 7,5 godziny za kó³kiem. Na bramce do Doliny Kościeliskiej byliśmy o 6.00, zatem można by³o się trochę zdrzemnąć. Bez problemów dostaliśmy pozwolenia (do Litworki jeszcze by³y) i oko³o godziny 9.00 ruszyliśmy do góry.

Można śmia³o powiedzieć że pobiliśmy rekord świata w d³ugości podchodzenia pod otwór. Pięć godzin to stanowczo za d³ugo na podziwianie widoków i nawet 35 kilowe plecaki nie mogą nas usprawiedliwić.

Dlaczego takie ciężkie? - Ano żeby biesiadować trzeba mieć przy czym!

Zatem przy otworze byliśmy krótko przed 14.00. A tam wielka niespodzianka wisi w zardzewia³ych karabinkach. Jaskinia jest zaporęczowana! Tu pytanie do Murzyna, - Co robią tam Bielskie poręczówki? Mia³o przecież ich tam dawno nie być. Po raz kolejny okaza³o się że nasze nowiutkie Beale muszą poczekać na swój chrzest jaskiniowy. Jednak mieć 250m liny w zapasie, to prawdziwy psychiczny komfort.

Zjechaliśmy za I Pięćdziesiątkę, czyli do zaplanowanego miejsca naszej biesiady. A tu zaczę³a się prawdziwa kulinarna, jaskiniowa rozpusta. W miarę zmniejszania ciężaru naszych worów, cięższe robi³y się nasze powieki. W końcu w blasku karbidówek, otuleni w ciep³e śpiworki, usnęliśmy twardo a mroczną scenerię wype³nia³o przeraźliwe chrapanie Micha.

O godzinie 23.00 postanowiliśmy wstać. Znowu coś przekąsiliśmy, tak dla dobrego samopoczucia, a potem ruszyliśmy dalej. Trawers nad Studnią Flacha przysporzy³ trochę wrażeń, potem przepinka przez węze³ na II Pięćdziesiątce, szybki P³ytowiec i byliśmy na Starym Dnie. Zobaczyliśmy gdzie prawdziwi groto³azi kierują swoje kroki, kiedy chcą zasmakować Magla. My jednog³ośnie stwierdziliśmy że na dzisiaj wrażeń wystarczy. Wracamy! I tak po krótkim postoju na ma³e "co nie co", z nory wyszliśmy oko³o 7.00.

Tatrzański poranek przywita³ nas piękną, s³oneczną pogodą, którą delektowaliśmy się aż do powrotu do samochodu. Dopiero wtedy zaczę³o lać. Po zjedzeniu "Zbójnickiego placka" zosta³o nam nieca³e osiem godzin jazdy do domu.

Na koniec dodam że biesiada odbywa³a się w dniach 22 - 23.09.2001, a brali w niej udzia³:

Adam Rubaszewski