Ostatni zimowy wypad
Jakiś czas temu postanowiliśmy już po raz ostatni tej zimy zawitać w Tatry.
Tym razem odwiedziliśmy rejon Morskiego Oka oraz oczywiście urzędującą tam Ewę. Mieliśmy dość ambitne plany ale oczywiście pogoda zweryfikowała szybko nasze zapędy. Znaki na niebie i ziemi wskazywały że będzie coraz gorzej, więc zaraz po dotarciu na miejsce postanowiliśmy od razu pójść na jakiś wspin. Była godzina 13 i o niczym dużym nie było mowy. Udaliśmy się więc na drogę „Wesołej zabawy”. Teren na dojściu był dość lawiniasty, co wymusiło na nas ostrożne podchodzenie przy samych skałach do pierwszego stanowiska. Później już poszło szybko i zgodnie z nazwą drogi nawet wesoło. No może z jednym wyjątkiem. W wyniku pośpiechu nie zorganizowaliśmy sobie planu i w górnych rejonach naszej drogi odbiliśmy na coś trudniejszego. Co prawda później wróciliśmy na swoją drogę ale zabrało nam to trochę czasu i w rezultacie kończyliśmy już po zmroku.
Wieczorem w starym Moku koledzy zapoznali nas kilkoma drogami na Buli pod Bańdziochem, więc kolejny dzień zapowiadał się bardzo ciekawie. Jednak rano okazało się że przez noc napadało 30 cm świeżego śniegu, a do tego totalnie zepsuła się pogoda. Pozostała nam wycieczka w plener, zabawa w lodzie i obserwowanie lawinek, które co chwilę zsypywały się z dosłownie każdego miejsca w ścianach.
Cieszyliśmy się że dzień wcześniej udało nam się cokolwiek zrobić, bo jak mówią „lepszy wróbelek w garści...”
Ryszard Równicki